poniedziałek, 22 lutego 2016

Let it be.

Parę lat temu po kłótni z osobą rozpłakałabym się i nie wyszła z pokoju przez resztę dnia.
Dzisiaj zaś siedzę przed laptopem i muszę to z siebie wylać.
Zazdrość to najgorsze uczucie jakie może być. A jeżeli ty dostajesz nią w twarz, jest jeszcze gorzej.
I tak wydarzyło się pomiędzy mną a S. Wszystko przez jednego głupiego chłopaka i zespół szkolny w którym od niedawna jestem.
Może dla niektórych to niezrozumiałe, więc śpieszę z tłumaczeniem.

Gdzieś na początku 2015 roku, S. zauroczyła się w pewnym chłopaku. Co śmieszne, ja już z nim wcześniej gadałam, gdzieś tak na początku pierwszej gimbazy.
Okazało się że jest 'członkiem' 'gangu' jarających trawkę gości. Też nic specjalnego. Ale zauroczenie S. przeszło w zakochanie, aż w końcu w lekką obsesje.
M. też ma tam ( w tym gangu) upodobanego chłopaka, i czasem z S. przesiadywały cały wolny czas po szkole na placu by się na nich gapić.
Przyszedł i czas na mnie. Zauroczyłam się również w jednym z nich. Cóż, jest słodki, muszę przyznać. Ale nie jest kimś specjalnym, whatever.
Zespół szkolny, do tego dążyłam. Mam tam parę znajomych i oni mnie zaciągnęli na ćwiczenia/próby, spodobało mi się i też chciałam dołączyć. Dołączyłam jako kamerzystka, lepsze to niż nic dopóki nie zaproponuje jakiegoś numeru który będę mogła wykonywać. ALE ten chłopak S. też tam jest! (o nie) I gra na gitarze. (o nie) Tak jak ja. (o nie)
Co ubzdurała sobie S.? Że jestem tam tylko dla niego, i że przez niego znów podjęłam granie na gitarze.

Nie zadowoliły ją tłumaczenia że ten gościu mi się nie podoba. A po tym jak powiedziałam że nadal będę tam chodzić i że robię to dla siebie (bo robię.), nazwała mnie atencyjną egoistką która chce być najbardziej fajna z naszej trójki.

Zabolało. Jakby ktoś dał mi w twarz pięścią.
Ale teraz jak to czytam, to chyba ma racje że jestem żałosna.

Let it be.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz