środa, 9 marca 2016

Spotkanie

Dzisiaj mamy dziewiątego marca.
Nie było mnie dzisiaj w szkole bo myślałam że umrę na okres. Nie lubie okresu. Zawsze czuje się wtedy jakbym potrzebowała pampersa a nie zwykłej podpaski.
W każdym razie, cały dzień przeleżałam na kanapie i pisałam rp z MP (pozdrawiam Cię!!). Kiedy nagle napisał od mnie DV. Prosił o spotkanie.
Pojechałam. Nie wiem czemu. Może na litość bo ostatnio ma małe problemy ze sobą. W każdym razie poszliśmy do małej restauracji. Zamówił mi herbatę a sobie colę i pizzę. Ja jadłam już w domu. I gadaliśmy normalnie. Po przyjacielsku. Opowiedział mi jak było w Londynie. I chyba przeszła mi tęsknota.
To dobrze, prawda?

poniedziałek, 29 lutego 2016

Ja, ona, mój ex i kino.

Ładny dzisiaj dzień. Szkoda tylko że mnie głowa nawala a nos mam zapchany jakby ktoś wepchnął mi tam korek od wina. Zjadłyśmy śniadanie i poszłyśmy się ogarnąć. Po tym poszłyśmy wraz z moją mamą odebrać moje nowe okulary!!!
Czuje się w nich dobrze, tylko choroba utrudnia mi ich noszenie bo mam wrażenie że uciska mi nos. To też kwestia przyzwyczajenia. Po tym poszłyśmy do takie sklepu gdzie jest wszystko i nic. PM. kupiła sobie super śliczny szkicownik i teraz w nim rysuje. A ja tylko czarny cienkopis bo mój poprzedni miał raka rysika bo się cały czas ruszał. Mama jeszcze chciała nowy kosz na śmieci do swojego nowego salonu kosmetycznego, oraz dzban na wodę bo klientki się skarżą że nie ma. Ach te wymagania.
A więc ruszyłyśmy wszystkie trzy by te rzeczy zdobyć. Skończyło się na tym że mama kupiła mi jeszcze Mod Podge oraz paczkę chusteczek. Nie powiem, wybawienie. Szczególnie że ciekło mi z nosa a Mod Podge przyda mi się do robienia naklejek. Może powstanie o tym jakaś notka jeżeli wyrazicie zgodę.
(JESTEM DESPERACKA NA KOMENTARZE.)

A więc jesteśmy po kinie. "Bogowie Egiptu". Sam film nie był jakoś przejmujący, ale miał dwie śliczne aktorki, więc ja i PM. byłyśmy zadowolone. PM. powiedziała mi też że nie było jakieś bullshitu w filmie, że całkiem nieźle przedstawili relacje, można stwierdzić że jest ok. Po tym zaciągnęła DV. by poszedł z nami na przystanek tramwajowy.

A teraz siedzimy i znów piszemy roleplay'a, ale dzisiaj jemy zdrowo. Gruszki i sok Caprio multiwitamina który szczypie mnie w usta.
Pozdrawiamy!!! 


niedziela, 28 lutego 2016

Przyjaciółki, roleplay'e i niezdrowe żarcie.

Układa się. Jest dobrze.

Pogodziłam się z S., ale nie tak do końca, bo rany po nożach nie goją się w parę godzin.

Znów odzywam się z moim (ex.) DV. Rany, brakuje mi go nadal. Ale jest dobrze, gadamy normalnie. I wyznał mi parę rzeczy których nie mogę opowiedzieć, bo obiecałam. Ale spokojnie, to żadna poważna choroba. Powiedziałam tyle że jestem dla niego oparciem i może do mnie dzwonić w każdej chwili.
Ktoś mi też kiedyś powiedział że jeżeli twój ex rozmawia z tobą normalnie, jakby nic się nie stało, to na serio Cię kochał. Co mnie kuję w bok czasem jak nie mogę zasnąć.

Either way, dzisiaj siedzę z moją PM. i piszemy roleplay'a. Ja na laptopie, ona na komputerze moich rodziców. Zostaje dzisiaj na nockę, i tak siedzimy w tym samym pokoju.
Dokumentacja z tych dni będzie na moim instagramie (WCALE NIE POTRZEBUJE WIĘCEJ OBSERWATORÓW.) @friendly_zombie jakby co. <3

Chaos, chaos, chaos. Trzymajcie się, papatki!!!

poniedziałek, 22 lutego 2016

Let it be.

Parę lat temu po kłótni z osobą rozpłakałabym się i nie wyszła z pokoju przez resztę dnia.
Dzisiaj zaś siedzę przed laptopem i muszę to z siebie wylać.
Zazdrość to najgorsze uczucie jakie może być. A jeżeli ty dostajesz nią w twarz, jest jeszcze gorzej.
I tak wydarzyło się pomiędzy mną a S. Wszystko przez jednego głupiego chłopaka i zespół szkolny w którym od niedawna jestem.
Może dla niektórych to niezrozumiałe, więc śpieszę z tłumaczeniem.

Gdzieś na początku 2015 roku, S. zauroczyła się w pewnym chłopaku. Co śmieszne, ja już z nim wcześniej gadałam, gdzieś tak na początku pierwszej gimbazy.
Okazało się że jest 'członkiem' 'gangu' jarających trawkę gości. Też nic specjalnego. Ale zauroczenie S. przeszło w zakochanie, aż w końcu w lekką obsesje.
M. też ma tam ( w tym gangu) upodobanego chłopaka, i czasem z S. przesiadywały cały wolny czas po szkole na placu by się na nich gapić.
Przyszedł i czas na mnie. Zauroczyłam się również w jednym z nich. Cóż, jest słodki, muszę przyznać. Ale nie jest kimś specjalnym, whatever.
Zespół szkolny, do tego dążyłam. Mam tam parę znajomych i oni mnie zaciągnęli na ćwiczenia/próby, spodobało mi się i też chciałam dołączyć. Dołączyłam jako kamerzystka, lepsze to niż nic dopóki nie zaproponuje jakiegoś numeru który będę mogła wykonywać. ALE ten chłopak S. też tam jest! (o nie) I gra na gitarze. (o nie) Tak jak ja. (o nie)
Co ubzdurała sobie S.? Że jestem tam tylko dla niego, i że przez niego znów podjęłam granie na gitarze.

Nie zadowoliły ją tłumaczenia że ten gościu mi się nie podoba. A po tym jak powiedziałam że nadal będę tam chodzić i że robię to dla siebie (bo robię.), nazwała mnie atencyjną egoistką która chce być najbardziej fajna z naszej trójki.

Zabolało. Jakby ktoś dał mi w twarz pięścią.
Ale teraz jak to czytam, to chyba ma racje że jestem żałosna.

Let it be.

czwartek, 18 lutego 2016

Złe, złe myśli

Czasem mam takie dni gdzie myślę jedynie o mordowaniu wszystkich dookoła wzrokiem, a jak ktoś się do mnie odezwie lub o zgrozo ktoś mnie dotknie to z paznokciami do gardła.
Nie wiem czemu tak jest. I mnie to powoli męczy. Bo czasem pojawia się to tak nagle. Sekundowa zmiana nastroju. W jednej chwili siedzę z S., M. i I. na placu przed szkołą, śmiejąc się z suchych żartów a w drugiej mam ochotę po prostu wywrócić wszystko dookoła i jechać do domu.
A że teraz do domu mam dłuższą drogę to to jeszcze bardziej mnie denerwuje. I ci wszyscy ludzie dookoła jakby ociekali ciężkim szlamem radości. Czuję się wtedy taka ociężała i leniwa. Jedyne na co mam wtedy ochotę to położyć się w łóżku i cicho płakać do poduszki.
I nie wiem jak się tego pozbyć.
A więc, Let it be.

niedziela, 14 lutego 2016

Kino równa się rozczarowanie.

Nasz gang należy do fanów Marvela. Gdy tylko usłyszałyśmy że nadchodzą nowe filmy - zrobiłyśmy listę i planowałyśmy jak pójdziemy, o której i takie tam.
Wyszedł nowy film. Deadpool! Ekscytacja aż od nas biła w piątek. W końcu był dzień po premierze.
Idziemy do sklepu po żarcie! Bo taniej, duh. A i tak nie sprawdzają toreb. Śmiechy chichy w sklepie, obmawiamy jak tam zajedziemy skoro ja jestem bez kółek. Rower w piwnicy. Wyszło na to że jadę jako pierwsza bo niby autobusy wolniej jadą. A zajechałam jako pierwsza.
Przeczekałam 5 minut na dziewczyny. Poszłyśmy do kasy.
.........
M. poszła jako pierwsza zapłacić za swój bilet.
...............
"Czy masz 16 lat? Proszę o legitymacje."
...................................................................................................
DŹWIĘK ZWALNIAJĄCEJ PŁYTY. TŁUCZONE SZKŁO. W TLE PŁACZ MAŁYCH DZIECI.
Z rezygnacją odchodzimy od kasy. Idziemy na frytki.
Wracamy by rozczarowane pójść na najbardziej durny film. "The 5th wave".
"Czy chcecie siedzieć obok siebie?" pyta ta sama kasjerka. Z mordem w oczach i miodem w głosie odpowiadam że tak, to się zgadza. Zapłaciłyśmy. Dostałyśmy bilety. Poszłyśmy do sali.
Znów trójkątowy romans pomiędzy jedną dziewczyną i jakimś obcym i normalnym chłopakiem.
Wyszłyśmy z kina. Poszłyśmy do sklepu ze słodyczami. Nie było już tej fajnej atmosfery jak przyjechałyśmy. Wszystkie miałyśmy ochotę zdjąć nasze koszulki Marvel'a, pociąć je i podpalić a po tym runąć na kolana. Odprowadziły mnie na tramwaj.
W domu byłam około 23. Z rozczarowaniem w sercu, żalem na twarzy i planem mordu w mózgu dla kasjerki położyłam się spać.
------------------
Ogólne doznania: 3/10, nie polecam.

niedziela, 7 lutego 2016

O tym jak przefarbowałam sobie włosy w środku nocy.

Ta cała historia ma miejsce... wczoraj. Tak wczoraj. W Amsterdamie dla dokładności.
Obudziłam się i normalnie zjadłam sobie śniadanie. Dobra, nie będę wam zanudzać. Przewijamy! 

Wyszłam z tatą do sklepu. Kupiliśmy sobie super plecaki a po tym poszliśmy do właściwego supermarketu.
- Tato. - spytałam wtedy. - Co byś zrobił gdybym przefarbowała sobie włosy?
- Dyskutuj to z matką. - odparł wyraźnie niechętny do rozmowy.
- Bo mam dzisiaj sobie w planach kupić farbę. - powiedziałam przepełniona dumą. Ten spojrzał na mnie jakbym była samym Szatanem (którego pozdrawiam!).
- Nie wyrażam na to zgody.
- Ale ojcze, czemu?
- Bo jestem staroświecki i ci nie pozwalam.
Szybko przeliczyłam w głowie wszystkie za i przeciw mojej następnej wypowiedzi, trybiki się kręciły, sprężyny skakały. Aż w końcu powiedziałam że i tak to zrobię a jak mnie wywali z domu to moje przyjaciółki (S. i M. gdyby ktoś chciał wiedzieć.) zawsze mają dla mnie otwarte drzwi.
Odpowiedział mi że jestem cwana.
A potem zaciągnęłam go do sklepu by wybrać farbę....

Wybrałam chyba taką najtańszą, 'własnej firmy' jak to niektóre sklepy mają. (Na przykład mamy wafle Grześka czy coś, no i biedra ma podróby własnej firmy.) Dumna z tym wróciłam do domu, pomogłam z obiadem i czekałam aż rodzice pójdą do znajomych.

Gdy tylko ich głosy ucichły wzięłam, pełna kisielu w majtach, laptopa i pudełeczko do łazienki. Połączyłam się dzięki Skype'owi z przyjaciółką która mi pomagała w instrukcjach i jakoś przefarbowałam sobie łeb.
Na fioletowy.
Przed farbowaniem.

Proces bycia burakiem.

No powiem tyle że byłam zesrana gdy to robiłam. Dobrze że gadałam z A. bo chyba bym oszalała. Po pierwsze nie wiedziałam jak to robić, a jak już robiłam to miałam kryzys wieku nastoletniego i myślałam że to wszystko jakoś odkręcę. Ale w jakim błędzie ja byłam. W JAKIM BŁĘDZIE JA BYŁAM! No a więc zrobiłam to. Przeczekałam te 30 minut i poszłam pod prysznic. Wpierw zaczęłam bluźnić po woda była zbyt zimna a po tym sparzyła mi dłoń.
(Tutaj zdjęcie po tym jak wyszłam spod prysznica. Trzy razy spłukiwania dało mi się w znaki. Plecy nadal mnie bolą.)
Wysuszyłam je, co też było męczącym procesem. No i gdy wstałam i obejrzałam się w lustrze to aż krzyknęłam. Byłam zrozpaczona własnym czynem! Bałam się jak mama zareaguje.
A teraz siedzę przed laptopem i to piszę.
Stwierdzam że to była jedna z lepszych decyzji jaką kiedykolwiek zrobiłam. Czuje się jakby blond nigdy nie istniał.
Na dole dodaje fotkę jak miałam czarną szminkę. (Nie umiem w estetyczne prowadzenie bloga.)
Mam w planach jeszcze zaskoczyć S. jej się jeszcze nie pokazałam w nowych włosach.

Zdjęcie z rana gdzie włosy wyglądają korzystniej.