czwartek, 18 grudnia 2014

Czemu u mnie nadal nie ma śniegu?

Mój dzień rozpoczął się w sumie normalnie. Budzik zadzwonił o 6:45 a skończyło się na tym że mój tata obudził mnie o 8:12. Dobrze że to zrobił bo inaczej na moim koncie pojawiłoby się kolejne spóźnienie.
Na pierwszej lekcji jak to zawsze był WF, mieliśmy tak zwaną wolna lekcje. Ja i mała grupka ludzi z mojej klasy graliśmy w ping-ponga, było całkiem fajnie szczególnie jak się wróciło do wprawy. Dwoje gości z grupki przeszli na wyższy poziom - dosłownie - i grali w ping-ponga w powietrzu. Chodziło o to by piłeczka nie dotknęła ani stołu ani podłogi. Było fajnie ich oglądać.
Po wf'ie nastała 15 minutowa przerwa na której można było usłyszeć Rammstein którzy wypływali w moich słuchawek. Nie lubię słuchać ludzi, zazwyczaj nie mają nic ciekawego do opowiedzenia. Gdy przerwa się skończyła mieliśmy odpowiednik waszej lekcji Polskiego na której i tak nic nie robiliśmy z racji że to ostatnia lekcja tego języka przed wakacjami. Razem z koleżankami omówiłyśmy szczegóły na sobotę. A po tym był francuski (czyt. NAJGORSZY JĘZYK ŚWIATA) i niespodziewaną kartkówka. Na którą oczywiście moja wiedza była ograniczona bo haftowanie w łazience. Spodziewam się 2 (w skali od 1 do 10).
Znów przerwa, znów Rammstein.
Chemia i wychowawcza = Piekło. Nie lubię chemii ani gościa który ją wykłada i w dodadku jest moim wychowawcą.

Powrót do domu, zjedzenie zupy, sprawdzenie mejla, gje-gje, ask, i tyle.
Jutro mam lekcje do 12:45 z racji że o 14:15 mamy galę świąteczną naktórąoczywiściesięniewybieramhura!

Well, whatevs, bye.


P.S.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz