http://spisekpisarzy.pl/2014/03/poradnik-pisania-cwiczenie-2.html
-----
"Winda, którą jedzie Twój bohater, psuje się w pół drogi na czwarte piętro galerii handlowej. Nie działają przyciski, nie da się otworzyć drzwi. Po chwili gaśnie światło. Nie słychać niczego poza ludźmi zamkniętymi w kabinie. Jak reagują? Jak reaguje Twój bohater?"
Meredith gwałtownie zaczerpnęła powietrza. Nie spodziewała się tego w ogóle. "Cholera jasna, nienawidzę wind." mruknęła w myślach. Plecami przylgnęła do ściany, chociaż bardziej to wcisnęła się w kąt. Nikt się nie odezwał. Spojrzała po innych pasażerach windy. Wyglądali na znudzonych, blondynka blisko drzwi nawet przewróciła oczami.
- Czy to zdarzało się wcześniej? - pozwoliła sobie spytać egzorcystka nadal wciskając się w kąt.
- Prawie co dwa tygodnie. We święta jest nawet nieczynna. - odpowiedział jej starszy pan w granatowym sweterku. Wyglądał na sympatycznego.
- To rozumiem że nie pozostaje nam nic niż czekanie na serwis. - stwierdziła cicho. Staruszek przytaknął a po tym wysiadło zasilanie.
- No pięknie! - warknął biznesmen którego wcześniej widziała jak wsiadał do środka. Sama instynktownie wyjęła woreczek z solą i ścisnęła go w dłoni. Podobno sól ma odstraszać demony, a w jej zawodzie nigdy nic nie wiadomo. Nastała niezręczna cisza.. Drzwi się otworzyły. W całym centrum handlowym było ciemno.
- Czy tu ktoś w ogóle jest? - spytała blondyna. Zero odpowiedzi. Wysiedli więc wszyscy razem poszli do wyjścia by odkryć że jest zablokowane. Gdzieś za nimi rozległo się warknięcie. Egzorcystka powoli spojrzała za siebie i o mało nie zeszła na zawał. "Czyli jednak demony istnieją." szepnęła do siebie w głowie. Zaraz po tym blond piękność wygięła się w nienaturalnej pozie.
- Co do cholery?! - wrzasnął młody mężczyzna odsuwając się. Gdyby oni tylko widzieli co widzi Meredith od razu byłoby to wiadome.
Zostali zamknięci w centrum handlowym z demonem, świetnie.
-----
Nie wiem co piszę, nie chce pisać, nie mam weny. Pa.
środa, 4 marca 2015
poniedziałek, 2 marca 2015
Poradnik pisania - ćwiczenie 1
Bez wstępu, bez niczego zapraszam was do oglądania moich ćwiczeń w pisaniu. A jednak coś tu będzie. Jeżeli i wy chcielibyście dołączyć do mnie w tej wspaniałej podróży zapraszam serdecznie na stronę www.spisekpisarzy.pl mają wiele pożytecznych poradników i fajne teksty. (Nie, nie sponsorują mnie. #sadness )
Ja zacznę od początku.
----
http://spisekpisarzy.pl/2013/12/kluczem-do-doskonalenia.html
"Trwa bitwa, ludzie umierają, krwawią, cierpią. Każdej sekundy ktoś zwycięża, a ktoś inny traci życie. Twój bohater jest w samym środku, otoczony przez wrogów. Dlaczego tam się znalazł? O co walczy i z kim? Czy ktoś mu pomaga, czy jest zupełnie samotny? To sprawa osobista czy interes? Zabija dla ideałów czy z konieczności? Co czuje, co widzi i słyszy? No i wreszcie – ma szanse wyjść z tego cało, czy zginie?"
Czułam że to koniec. W końcu musiał nastąpić, chociaż szczerze nie sądziłam że tak szybko. Klęczałam na kolanach z rękoma na karku. Patrzyłam na swoich przeciwników spode łba. Nie dość że zabrali mi broń to i jeszcze honor. Gdyby nie ta wojna pomiędzy Niebem a Piekłem na pewno bym się tu nie znalazła. A Michał mówił że wygramy, że będzie fajnie, ta na pewno. Pewnie teraz sam leży pod jakimś stosem trupów, głupiec. I w sumie to wina Lucyfera, cham chciał przejąć władzę nad Niebem bo ma kompleks bycia małym. Szczerze miałam nadzieje że i on leży martwy. Walczyliśmy o wolność, o taką jaką Pan nam dał. Nie chcieliśmy konfliktu, nawet Gabriel zaczął się zwierzać z tego jak się czuł podczas dnia wygnania Gwiazdy Zarannej. Ale wtedy do Nieba wparowały wojska Piekielne. Do wszystkich siedmiu kręgów i w jednym momencie wszystko stanęło w płomieniach. Czy byliśmy na to gotowi? Oczywiście że nie. Lucyfer nas wszystkich zaskoczył. Ale nie mieliśmy w planach się poddawać, tego na pewno nie. Złapaliśmy co było w zasięgu ręki i wyszliśmy na ulicę, niczym jakaś protestująca grupa. Nie było nas wielu bo większość aniołów była na służbie na Ziemi. A teraz jest nas jeszcze mniej. Wiele ciał leżało na ziemi, wszędzie była czerwień. I ja miałam za moment do nich dołączyć. Już czułam to zimne ostrze pomiędzy skrzydłami. Instynktownie zacisnęłam oczy. W myślach zaczęłam przepraszać wszystkich których kiedykolwiek i jakkolwiek uraziłam. Już słyszałam zamachnięcie i... głuche stuknięcie ciała o podłoże. Zmarszczyłam czoło, co się właśnie stało? Czy ktoś właśnie uratował mi tyłek? Czy może to inny morderca który ma jakieś prywatne porachunki ze mną? O na rany Chrystusa. Nie miałam odwagi spojrzeć.
Chwila niepewności i strachu trwała chyba wieczność a skończyła się dopiero gdy ktoś dotknął mojego ramienia.
- Możesz już wstać. - powiedział miękko. - Nie wstaną, są martwi. - to był na pewno mężczyzna.
Spojrzałam na niego i zakręciło mi się w głowie choć klęczałam. Sam Lucyfer tam stał. Podał mi rękę z kamiennym wyrazem twarzy. Niezbyt wiedząc co mam zrobić, przyjęłam pomoc we wstaniu.
- Dziękuję... - wydukałam nadal w szoku. Na jego twarzy pojawiło się coś na kształt uśmiechu. Zaraz po tym podał mi miecz.
- Trzymaj, przyda Ci się. -
Przytaknęłam jedynie i zobaczyłam jak rozwija swoje wielkie granatowe skrzydła i odlatuje.
- Nie taki diabeł straszny jak go malują... - mruknęłam pod nosem a zaraz po tym ruszyłam do boju.
-----
Nie wiem, to coś na górze jest chaotyczne. Chętnie jednak się dowiem co o tym sądzicie. (Zostawiajcie komentarze, nie gryzą, ja też nie C": )
Ja zacznę od początku.
----
http://spisekpisarzy.pl/2013/12/kluczem-do-doskonalenia.html
"Trwa bitwa, ludzie umierają, krwawią, cierpią. Każdej sekundy ktoś zwycięża, a ktoś inny traci życie. Twój bohater jest w samym środku, otoczony przez wrogów. Dlaczego tam się znalazł? O co walczy i z kim? Czy ktoś mu pomaga, czy jest zupełnie samotny? To sprawa osobista czy interes? Zabija dla ideałów czy z konieczności? Co czuje, co widzi i słyszy? No i wreszcie – ma szanse wyjść z tego cało, czy zginie?"
Czułam że to koniec. W końcu musiał nastąpić, chociaż szczerze nie sądziłam że tak szybko. Klęczałam na kolanach z rękoma na karku. Patrzyłam na swoich przeciwników spode łba. Nie dość że zabrali mi broń to i jeszcze honor. Gdyby nie ta wojna pomiędzy Niebem a Piekłem na pewno bym się tu nie znalazła. A Michał mówił że wygramy, że będzie fajnie, ta na pewno. Pewnie teraz sam leży pod jakimś stosem trupów, głupiec. I w sumie to wina Lucyfera, cham chciał przejąć władzę nad Niebem bo ma kompleks bycia małym. Szczerze miałam nadzieje że i on leży martwy. Walczyliśmy o wolność, o taką jaką Pan nam dał. Nie chcieliśmy konfliktu, nawet Gabriel zaczął się zwierzać z tego jak się czuł podczas dnia wygnania Gwiazdy Zarannej. Ale wtedy do Nieba wparowały wojska Piekielne. Do wszystkich siedmiu kręgów i w jednym momencie wszystko stanęło w płomieniach. Czy byliśmy na to gotowi? Oczywiście że nie. Lucyfer nas wszystkich zaskoczył. Ale nie mieliśmy w planach się poddawać, tego na pewno nie. Złapaliśmy co było w zasięgu ręki i wyszliśmy na ulicę, niczym jakaś protestująca grupa. Nie było nas wielu bo większość aniołów była na służbie na Ziemi. A teraz jest nas jeszcze mniej. Wiele ciał leżało na ziemi, wszędzie była czerwień. I ja miałam za moment do nich dołączyć. Już czułam to zimne ostrze pomiędzy skrzydłami. Instynktownie zacisnęłam oczy. W myślach zaczęłam przepraszać wszystkich których kiedykolwiek i jakkolwiek uraziłam. Już słyszałam zamachnięcie i... głuche stuknięcie ciała o podłoże. Zmarszczyłam czoło, co się właśnie stało? Czy ktoś właśnie uratował mi tyłek? Czy może to inny morderca który ma jakieś prywatne porachunki ze mną? O na rany Chrystusa. Nie miałam odwagi spojrzeć.
Chwila niepewności i strachu trwała chyba wieczność a skończyła się dopiero gdy ktoś dotknął mojego ramienia.
- Możesz już wstać. - powiedział miękko. - Nie wstaną, są martwi. - to był na pewno mężczyzna.
Spojrzałam na niego i zakręciło mi się w głowie choć klęczałam. Sam Lucyfer tam stał. Podał mi rękę z kamiennym wyrazem twarzy. Niezbyt wiedząc co mam zrobić, przyjęłam pomoc we wstaniu.
- Dziękuję... - wydukałam nadal w szoku. Na jego twarzy pojawiło się coś na kształt uśmiechu. Zaraz po tym podał mi miecz.
- Trzymaj, przyda Ci się. -
Przytaknęłam jedynie i zobaczyłam jak rozwija swoje wielkie granatowe skrzydła i odlatuje.
- Nie taki diabeł straszny jak go malują... - mruknęłam pod nosem a zaraz po tym ruszyłam do boju.
-----
Nie wiem, to coś na górze jest chaotyczne. Chętnie jednak się dowiem co o tym sądzicie. (Zostawiajcie komentarze, nie gryzą, ja też nie C": )
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)